wpelczarski pisze:
motocykle na drodze sa gorzej widoczne niz auta, [...] Dlatego m.in musza jezdzic caly rok na swiatlach...
Się zgadza, że są mniej widoczne i motocykliści zdają sobie z tego sprawę, dlatego większość przekraczających 70km/h jeździła by na światłach nawet gdyby obowiązku nie było.
Kiedyś wybrałem się do w góry na motocyklu (jakieś 400 km w jedną stronę). Padło mi ładowanie. Musiałem wracać do domu bez świateł. Mimo prędkości przelotowej na poziomie niezłego rowerzysty i pięknej pogody cały czas bałem się że radarowcy mnie złapią i skończy się wycieczka.
Inna sytuacja: Jadę sobie na Komarze, tym razem rowerzyści już mnie wyprzedzają. Mam oba sprawne hamulce i dzwonek w przeciwieństwie do większości rowerów. Ja muszę mieć rejestrację, OC, i
światła właśnie, rowerzyści nie. Mimo że jak przeczytałem w ostatnim Motorze najwięcej wypadków na polskich drogach powodują właśnie rowerzyści.
Takie absurdy są wynikiem instrumentalnego tworzenia prawa. Oby jak najwięcej sytuacji regulować odgórnie, wprowadzić jak najwięcej zakazów i nakazów, zostawiając bezmózgiej hołocie jak najmniej do decydowania. Jestem przeciwny.
W niektórych krajach można jeździć bez świateł (a nawet bez kasku) także na motocyklu, można rozmawiać przez komórkę tankując samochód na stacji, jeździć motorowerem bez OC, pływać poza kąpieliskiem... itd itd. - bo wychodzi się z założenia, że społeczność jest myśląca i lepiej potrafi ocenić konkretną sytuację niż sam prawodawca.
PS. Ja również staram się zachowywać jak człowiek rozsądny i zwykle jeżdżę na światłach. Ale nie zawsze...
Pozdrawiam.