Witam Szanownych Państwa,
przy wyjeździe z uliczki osiedlowej na główną drogę ustawiłem się za samochodem sąsiadki. Sami wiecie, jak to jest - trzeba czekać na lukę w sznurze pojazdów. Sąsiadka dłuższą chwilę rozważnie wypatrywała możliwości włączenia się do ruchu, a potem energicznie ruszyła.... DO TYŁU

.
Klekot z godnością przyjął uderzenie na zderzak. Choć wszystko dramatycznie zatrzeszczało, ku mojemu zdziwieniu nie było słychać sypiącego się szkła, a ja wyładowywałem bezsilną frustrację na klaksonie... Kiedy wygramoliłem się z pudłą, byłem w stanie zadać tylko jedno pytanie: "Dlaczego Pani to zrobiła?" I była to głupia odzywka, bo otrzymałem odpowiedź, którą w zasadzie sam sobie powinienem dośpiewać: "Nie wiem". No i tyle...
Straty: minimalnie "cofnięty" zderzak (nawet nie będę poprawiał) i pogięta tablica rejestracyjna.
Pozostaję z wyrazami szacunku
Sfrustrowany Leopold
PS. Trzy najciekawsze odzywki, jakie usłyszałem od osób które bardziej lub mniej rozbijały moje samochody:
1. "Bo mi hamulce biorą na drugi raz" - straty: brak tyłu w Skodzie 105 (a tam jest silnik...)
2. "Zupełnie Pana nie widziałem" - w samo południe... diabli wzięli prawy przód Poldka
3. "Coś mi spadło..." - jasne, i trzeba było wsadzić łeb pod konsolę. Wtedy też w tyłek dostała Skodzina