Witam,
Nadchodzi chwila, kiedy moja ukochana 240D przejdzie w inne ręce. Na szczęście są to znajome ręce, więc będę ją widywał, a może się i przejadę czasem...

Bierze ją kolega ze studiów - świeżo upieczony kierowca, prawo jazdy od roku, może paręset km stażu. Od pierwszych kilometrów własnym autem będzie poznawał świat czterech kółek od właściwej strony

Nie obciążony niewłaściwymi i błędnymi nawykami, jak np. szukaniem ręcznego pod prawą ręką, albo próbami wyprzedzania przy widoczności poniżej 600 m.
Kolega Sebik potrzebuje taniego auta do jazdy tu i ówdzie, a czasem przewozu gratów i ciągnięcia przyczepki (przebywa pod Warszawą, a w rejonie Ełku rozkręca gospodarstwo rolne). Nie zależy mu na zabytku i zlotowych konkurencjach (jeszcze?), dlatego Kundel ze swoją kundlowatością będzie idealny, bo jeździ jak burza, ma dużo nowych części i jedynym jego problemem od strony technicznej jest śpiewający most i niezbyt poważna korozja. Więc niech wyjeździ, co włożyłem, zamiast żeby mu mieli wcisnąć na giełdzie za 3 tys. kupę papieru gazetowego i szpachli uformowanych w samochodopodobny kształt. Sebik będzie mieć we mnie wsparcie techniczne i organizacyjne. Przy okazji to taki mój chytry plan, żeby go zassało w klimat.
Wracam z pracy, żeby dokonać szczegółowej prezentacji i przekazania sprzętu. Zostaje mi szwedzka stodoła (he he, moja żona z teściową wiozły nim ostatnio spory stół... obijał się luźno w środku). No i wizja powrotu na łono marki z czymś bardziej zabytkowym.
Zarzucę później jakieś zdjątka, bo tak w sumie to nie prezentowałem mojej beczki fotograficznie na forum (chyba tylko pod śniegiem? - było coś takiego).
A potem wystawię gąsiorek ze spiżarki.
Pozdrówka,