Kiedys w sezonie truskawkowym po prostu zadzwoniłem na policję i poprosiłem o wysłanie patrolu na droge taką to a taką i pogonienie handlujących truskawkami. Zgłoszenie spotkało się ze zrozumieniem pana dyżurnego. Słońce niziutko nad horyzontem waliło prosto w gały, droga miała pobocze asfaltowe o szerokości metr czy półtora, oddzielone tylko linią. Handlarze truskawek ustawiali koszyczki na samej linii (!!) i sami siedzieli sobie na stołeczkach ustawionych na poboczu. Do tego cienie przydrożnych krzaków. Do nieszczęścia nie trzeba było nawet sytuacji awaryjnej. Wystarczyło, żeby jadący autem amator truskawek upatrzył sobie jednego handlarza, przypadkiem dobrze widocznego na tle słoneczka, i lotem koszącym zjechał na pobocze za niego, nie zauważając, że 10 metrów dalej siedzi drugi, tyle że w cieniu krzaczka.
![[szalone]](./images/smilies/szalone.gif)
A awaryjna ucieczka na pobocze przy 80 km/h? Dosłownie marmolada.
Jakbym tak siedział jak oni, to bym się czuł jak na bombie. Dziwne, że oni się tak nie czują???