Każdy z Was miał zapewne swoje powody, których na pieniądze przeliczyć się nie da. Jeden napisze o pasji, drugi, że lubi zapach smaru i fajnie jest uwalić się w nim po łokcie zawalając nockę w kanale.
Ja także kupiłem po ciemku pierwsze swoje auto i jak rano wstałem, to odwróciłem je tyłem do ulicy, bo z daleka widać było, że jest krzywe.
![[hehe]](./images/smilies/hehe.gif)
Tydzień później już go nie było, a sprzedałem je za dnia i to facetowi bez wady wzroku. Trzy tygodnie później kupiłem ten sam model 5 lat młodszy po zmarłym lekarzu (brzmi jak bajka z otomoto), który wypuścił mnie na świat (niektórzy mówią, że niesłusznie) jedynie 3 miliony drożej.
All I wanna say is, między miłością do samochodu, a kustoszeniem jest wyraźna różnica. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach trzeba się osiem razy zastanowić. Aut, które nas interesują ubywa z każdym dniem, ale ich masowość powoduje, że będą jeszcze długo wypływać. No może nie 240D 3.0

, ale jak patrzę nawet na niektóre 115tki, to wolałbym jeździć dziurawą z Niemiec za 2.000 EUR niż ratować coś, czego na zdrowy rozsądek uratować się nie da i nigdy to nie będzie to samo. Każdemu kto jeszcze nie zaznał tej przyjemności polecam naprawdę szczerze przejażdżkę minimum 20 letnim Mercedesem, który ma oryginalny, niski przebieg, pachnie nowością, a purchle jedynie dodają mu fasonu. No chyba, że ktoś rozmawia ze swoim autem i coś do niego czuje. Wtedy proszę już tylko nie prowadzić po lekach.
![[oczko]](./images/smilies/oczko.gif)