MarcinMer pisze:
teraz zaświtał nowy pomysł - może używany Canon 300D???
Wszystko zależy od dalszych planów związanych z takim zakupem. Jeśli miałbyś kupić 300D ze standardowym szkłem 18-55, to sensowniej będzie kupić zamiast tego dobrą cyfrówkę hybrydową, jak np Minoltę A2 lub Canon Pro1, ze względu na wbudowaną optykę, która wgniata w ziemię EF-S 18-55. Dla kogoś nie przywykniętego do lustra, 300D w takim setupie wygrywa w zasadzie tylko mniejszymi szumami matrycy i prędkością zdjęć sekwencyjnych, reszta jest na "NIE". Najtańsze wszechstronne szkła do 300D którymi warto się interesować kosztują 1000-1300 zł [Canon 24-85 i Tamron 28-75], i to już może śmiało startować do porównań z dobrymi hybrydami [pomijając dużo większy zoom w hybrydach]. Weź też pod uwagę, że lustrzanka ze względu na inne paramtery optyczne ma dużo większy zakres manipulacji głębią ostrości. To jest świetne, jeśli świadomie ustawiasz sobie parametry naświetlania tak by uzyskać taki efekt jaki chcesz. Ale włącz tryb w pełni automatyczny, to aparat pójdzie na łatwiznę ustawiając najmniejszą możliwą przysłonę [bo to skraca czas naświetlania, ergo - zapobiega "poruszeniu" zdjęcia]. Ale to zaskutkuje tym, że na zdjęciu tylko jedna rzecz będzie ostra, cała reszta pełny BLUR. Hybryda tego nie zrobi, bo nawet na minimalnej przysłonie ma na tyle dużą głębię ostrości, że dużo więcej elementów w kadrze wyjdzie ostro. Uprzedzając pytania - wynika to z fizycznej wielkości matrycy [która w dSLR jest zawsze spora]. Im większy jest element na który pada światło, tym mniejszą głębie ostrości można uzyskać. Dlatego aparaty średnioformatowe potrafią robić tak rozmyte tło, jak żadne małoobrazkowe.
No i szczerze mówiąc - kadrowanie na LCD jest wygodniejsze, a używając lustrzanki należy zapomnieć o takim udogodnieniu.
Radunio pisze:
MarcinMer pisze:
nie chcę zostać paparazzi,
I bardzo dobrze
![[ok]](./images/smilies/ok.gif)
Poza tym zdjęcia robione przez tego typu ludzi, są najczęściej skandalicznej jakości. Byle kompakt zdejmie w ten sposób ( nie liczę oczywiście spiegowskich teleobiektywów do pikantnych detali

) i choć może mają do dyspozycji lustra, nie robią z nich użytku, klocki
Wierz mi - robią z tego użytek, i profesjonalne lustrzanki małoobrazkowe są robione właśnie dla tych ludzi, i do zastosowań bardziej hardcore'owych niż li-tylko estetycznych. Pro-SLRy muszą dawać się obsługiwać możliwie sprawnie, często jedną ręką, w niewygodnych pozach. Muszą działać blyskawicznie i niezawodnie, nawet traktowane bardzo brutalnie, lub użytkowane w trudnych warunkach atmosferycznych. Lampa błyskowa musi być maksymalnie mocna, szybka i zsynchronizowana z elektroniką aparatu, tak by ograniczyć czynności regulacji aparatu "w biegu" do minimum. Zestaw musi mieć możliwość bycia maksymalnie dostosowywanym do potrzeb użytkownika, co przybiera formy zaskakujące dla foto-laików - wiem że jedną z rzeczy najbardziej szokujących fotoamatorów są różne tryby zwijania rolki filmu po jej wypstrykaniu - od "hi-speed" który przewija film w 3-5 sekund, do trybu "stealth" który przewija powoli, ale bezgłośnie. Normą jest też konfiguracja, czy aparat ma pozostawić kilka centymetrów kliszy wystające z puszki, czy ma zwinąć do samego końca [tak by nie można było wyciągnąć filmu bez rozbierania kasetki]. Możesz używanie SLRa w pracy paparazzi porównać do jeżdżenia na TAXI porządnym Mercedesem. "Byle kompakt" w takim porównaniu, to byłby tani samochód produkcji azjatyckiej - elementy kokpitu pękające w rękach, niewygodne fotele, porypana pozycja za kierownicą, ciężko wchodzące biegi, bagażnik o szczątkowej pojemności, raz na miesiąc większa awaria. I pracuj takim sprzętem...
A fotografia prawdziwie estetyczna [artystyczna lub reklamowa] to domena średnioformatówek, które wozi się w sztywnych skrzyniach wyłożonych gąbką i obsługuje z namaszczeniem.