Zawezwany dziś zostałem przed oblicze poborcy skarbowego. Po odpękaniu godzinki na korytarzu dowiedziałem się, że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny przywalił mi ponad 2.000 zł między oczy za nie wiem co, za to wiem za jakie auto. Urzędas spojrzał na moją imponującą listę samochodów, których średnia wieku znacznie zaniża średnią krajową dla wszystkich aut (roczniki: '62, '83 i '95) i orzekł, że od 3. lipca zajmie się zabieraniem mi któregoś z samochodów na poczet długu.
Sprawa dotyczy auta, którego jestem pierwszym i jedynym właścicielem w kraju. Ubezpieczyłem je w dniu rejesteracji w maju 2004 roku i składki opłacam na bieżąco, co mogę, jak mi się wydaje udowodnić na podstawie gromadzonych polis i dowodów wpłaty. Czy agent wyda mi jakieś zaświadzcenie, gdybym jednak polis nie maiał wszystkich?
Facet pomachał mi przed oczami plikiem odebranych upomnień, na których figurują podpisy ludzi mi nie znanych. Podejrzewam, że listonosz aby ułatwić sobie życie doręczał korespondencję sąsiadom, ponieważ nie przebywam w miejscu zameldowania. Na jednym z kwitków jest adnotacja, że pismo odebrała moja matka, tyle, że o zupełnie innym nazwisku...

Ta sytuacja musiała trwać kilka miesięcy, bo pierwszy dokument jest ze stycznia.
Jedyna sytuacja, która mi chodzi po głowie, to taka, że w 2005 roku jadącej tym autem mojej mamie podczas kontroli drogowej zabrano dowód rejestr. za niemanie badań technicznych, więc musiałem dygać do UM celem odbioru po wykonaniu przeglądu. Wszedł wtedy jakiś przepis, że urzędnik w UM ma prawo zarządać przedłożenia polisy OC przy okazji załatwiania spraw w WK. Polisy wtedy przy sobie nie miałem, bo do łba mi nie przyszło, że mieć muszę, więc pani pouczyła mnie, że skieruje wniosek do Funduszu, ale jak mi się wtedy wydawało wniosek o sprawdzenie, a nie zgłoszenie, że polisa nie istnieje.
Mam przed oczyma tytuł wykonawczy i nie bardzo wiem, co robić. Płacić od razu, próbowac jeszcze coś wyjaśniać? Z aparatem skarbowym nie wygram, bo siądą mi na konto, a jak nie na konto to na łeb, zlicytują ostatnią parę gaci albo jeszcze nie wiadomo co gorsze.