MB/8 Club Poland - Klub i forum miłośników samochodów Mercedes-Benz

Forum dyskusyjne klubu właścicieli i miłośników samochodów marki Mercedes-Benz
Dzisiaj jest śr wrz 30, 2020 7:40 pm

Strefa czasowa UTC+02:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Autor Wiadomość
Post: pn lut 06, 2012 11:36 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Zdarzenie to miało miejsce w przedwojennym Lwowie. Znaną postacią był wówczas garbus-kataryniarz: z jednej strony lubiany przez dorosłych i dzieci, z drugiej wciąż zaczepiany i wyśmiewany przez wyrostków. Pewnego dnia straciwszy panowanie nad sobą, rzucił w takiego prześmiewcę kamieniem i to tak nieszczęśliwie, że trafił młodzieńca w skroń i zabił.
Garbus oczywiście trafił do sądu. Na procesie groziło mu więzienie za nieumyślne zabójstwo. Obrony oskarżonego podjął się pewien słynny adwokat. Swoją mowę rozpoczął tak, jak wszyscy, od inwokacji:
- Wysoki Sądzie!… Ale na tych dwóch słowach skończył. Po minucie sędzia odezwał się nieśmiało:
- Mecenasie, proszę kontynuować…
- Wysoki Sądzie – powiedział ponownie obrońca i znów przerwał. Milczenie, konsternacja. Sędzia zaczął się niepokoić:
- Czy pan może nie jest przygotowany?
- Wręcz przeciwnie – odparł adwokat i znów rozpoczął:
- Wysoki Sądzie… i znów popadł w milczenie.
W tym momencie sędzia nie wytrzymał i rąbiąc pięścią w stół wybuchł gniewem; czerwony ze złości, wyrzucił z siebie całą kanonadę pouczeń, żeby sobie nie robić żartów z instytucji państwowych, żeby poważnie traktować swoje obowiązki itd. Wówczas adwokat zareagował z całym spokojem:
- Dziękuję, ja już moją mowę obrończą skończyłem. Widzicie Państwo, ja tylko trzy razy powiedziałem to samo i to szlachetne „wysoki sądzie”, a na mojego klienta przez czterdzieści lat wykrzykiwali wszyscy naokoło: garbus.
Na takie dictum sąd uniewinnił kataryniarza.

Kazimierz Wójtowicz

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: sob lut 18, 2012 9:04 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Moje drogie/Moi drodzy dawajcie jakieś sygnały że czytacie..bo czuję że robota bez sensu


Pewien rabin wychwalał kiedyś przy stole ludzi biednych. Nie spodobało się to jego bogatemu sąsiadowi, który zaraz zaatakował mistrza.
- Ubodzy mają wiele zalet – bronił się rabin.
- Ja w nich nie widzę nic szczególnego – odparł bogaty.
Rabin zamilkł na chwilę, po czym zwrócił się do rozmówcy.:
- Ty handlujesz diamentami, prawda? Mogę zobaczyć parę kamieni?
Kupiec wyciągnął szybko zawiniątko i wysypał jego zawartość na rękę rabina. Ale ten oglądał kamienie bez większego zainteresowania. Nie pomogło nawet zachwalanie towaru; pobożny Żyd stwierdził, że nie widzi w tych kamieniach nic szczególnego.
- Och - powiedział handlarz – trzeba być fachowcem, aby móc rzeczywiście ocenić piękno i wartość kamienia.
- Oj , człowieku – uśmiechnął się rabin – aby móc rzeczywiście ocenić piękno duszy człowieka ubogiego, trzeba być również fachowcem pierwszej klasy.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: ndz mar 18, 2012 10:33 pm 
Offline
wiarus junior
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt gru 29, 2006 11:45 pm
Posty: 754
Lokalizacja: Orchowo / Bydgoszcz / Szczecin
Czytamy, czytamy i czekamy na nastepne [zlosnikz]

_________________
W124 200E
S203 Classic C200CDI FL
S203 Avantgarde C200CDI FL
S210 E280 V6 Elegance
W902 211CDI
W906 211CDI
Ex.:
W168 160, W601 208D, W638 108D, W638 108CDI, W124 200E, W901 208D, W902 212D, S203 C200
_________________
Importer sprzętu drukującego


Na górę
Post: ndz mar 18, 2012 11:17 pm 
Tak, potwierdzam, nie umiem snuć tak pięknych przypowieści więc zamilkłem od wielu postów, i czekam na następne opowieści.


Na górę
   
Post: pn mar 19, 2012 2:24 pm 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Postaram się częściej skoro jest zapotrzebowanie [zlosnikz]
Mgły wachlarzem nie rozpędzisz

Dżama-saj mieszkała w białym domku otoczonym ogrodem. I chociaż nie był to pałac książęcy, wszystko tutaj było piękne. Nic dziwnego: ojciec małej Dżama-saj umiał budować wspaniałe domy, rzeźbić w kamieniu kwiaty lotosu o tak delikatnych płatkach, że wyglądały jak żywe.
Wszyscy ubiegali się o jego względy, toteż często wędrował po kraju, budując ludziom piękne domy.
- Kiedy wróci tato? – dopytywała się mała Dżama-saj po sto razy na dzień.
I sto razy piastunka odpowiadała jej spokojnym głosem:
- Bądź cierpliwa. Tato rzeźbi w dalekim mieście ogromnego smoka. Jak tylko skończy pracę, zaraz wróci do nas.
- Ale ja chcę porozmawiać z tatą, bardzo mi źle bez niego.
Mała Dżama-saj wzdychała cichutko i z każdym dniem coraz bardziej tęskniła za tatą.
Pewnego dnia przyszedł list. Ojciec pisał, że musi jeszcze wykończyć łuski na ogonie smoka i gdy tylko przeminą jesienne mgły, zaraz powróci do domu.
Mała Dżama-saj zaczęła aż tańczyć z radości.
- Nie ciesz się zbytnio – mówiła spokojnie piastunka – smok ma wiele łusek.
- A niech ma, ile chce! – wolała Dżama-saj. – Jak tylko przeminą mgły, powróci mój tatuś. Napisał tak czy nie napisał?
I na wszelki wypadek wyjrzała przez okno. Tymczasem mgła otulała krzewy i drzewa gęstą zasłoną. Dżama-saj posmutniała.
- Co może rozpędzić mgłę?
- Wiatr – odpowiedziała piastunka.
Ale na dworze nie było wiatru.
- Sama rozpędzę mgłę – postanowiła Dżama-saj.
Wyszła z domu i zaczęła dmuchać z całej mocy. Ale mgła wisiała w powietrzu, obojętna na jej wysiłki.
Nagle dziewczynka przypomniała sobie o wachlarzu. Przyniosła go z domu i zaczęła nim machać na prawo i lewo. Wkrótce zabolała ją ręka, a mgła tymczasem jak stała, tak stała.
Dżama-saj ze łzami w oczach wróciła do domu.
Z żalu położyła się i zasnęła.
Zbudziło ją lekkie dotknięcie. Uniosła powieki i nie chciała wierzyć własnym oczom. Ojciec powrócił!
- Ile się na ciebie naczekałam! – zawołała Dżama-saj i rzuciła się ojcu na szyję. – Chciałam nawet sama rozpędzić mgłę wachlarzem, żebyś prędzej powrócił. Ale mi się nie udało – poskarżyła się ojcu.
Ojciec przytulił córkę do siebie.
- Mgły wachlarzem nie rozpędzisz, moja córeczko. Bowiem na świecie są rzeczy wielki i małe. Słońce i wiatr,. mgła i deszcz należą do rzeczy wielkich. Wachlarz nie należy do nich, jak również lampa, jedwabny szal lub filiżanka herbaty.
- Szkoda – westchnęła Dżama-saj. Ale ojciec powiedział:
- Jednak na świecie są nie tylko rzeczy wielki i małe. Są też rzeczy ważne. Twój oddech jest dla mnie ważniejszy od wiatru, który wydyma rybackie żagle. Jedna twoja łza przysparza mi więcej troski niż szalejąca ulewa. U dlatego jestem tutaj przy tobie, chociaż na dworze panuje jeszcze gęsta mgła, utrudniająca drogę podróżnym. Tęskniłem za tobą.
Zbliżał się wieczór, zerwał się wiatr. Zaczął przepędzać mgłę. Jednak ojciec i córka, zajęci swą ważną rozmową, nie zwracali uwagi na rzeczy małe i duże, na to, co się działo za oknami ich domu.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: pn mar 26, 2012 10:18 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
O ojcu i synu

Do Marka Twaina (1835 – 1910), popularnego pisarza amerykańskiego przyszedł kiedyś siedemnastolatek z żalami i po radę:
- Nie mogę wytrzymać z moim ojcem. Kłócimy się każdego dnia. On taki zacofany, nie ma żadnego zrozumienia dla nowoczesności. Co mam robić? Uciec z domu?
Twain odpowiedział:
- Młody przyjacielu, rozumiem cię dobrze. Gdy ja miałem 17 lat, mój ojciec był tak samo zacofany i nie można było z nim wytrzymać. Ale miej cierpliwość do takich starych ludzi: oni rozwijają się wolniej. Po 10 latach, gdy ja miałem 27 lat, ojciec już na tyle się podszkolił, że można go było uważać za rozsądnego i dało się z nim rozmawiać. I dziś, gdy mam 47 lat – czy wierzysz w to, czy nie – kiedy czegoś nie wiem, pytam się mojego starego ojca. Tak potrafią się oni zmienić.

Kazimierz Wójtowicz

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: wt mar 27, 2012 9:44 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Pewien pobożny Żyd skarżył się rabinowi:
- Kiedy słucham twojego kazania, wznoszę się do siódmego nieba i ogarnia mnie zapał do życia uczciwego; ale jak tylko wrócę do domu, zaraz zapominam o twoich wspaniałych naukach i moich postanowieniach i wszystko jest, jak przedtem. Czym to wytłumaczyć? – chciał wiedzieć zatroskany Żyd.
Mądry rabin opowiedział tak:
- Najważniejsze jest to, skąd płynie twoje światło. Jeśli idziesz przez las, lampa twego współtowarzysza oświeca również drogę dla ciebie. Ale kiedy się rozstaniecie, ty zostaniesz w ciemności, bo nie masz własnej lampy. Staraj się słuchać tak moich kazań, aby zapaliła się od nich ta lampa, którą Pan umieścił w twoim sercu.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: wt mar 27, 2012 9:46 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Trzech diabelskich czeladników po zakończeniu zawodowego wyszkolenie miało odbyć praktykę na ziemi. Przy odprawie dyrektor rozpytywał pilnie absolwentów o plany i metody pracy z ludźmi.
Pierwszy powiada:
- Ja nauczę ludzi, że nie ma Boga.
Dyrektor ściął go natychmiast:
- Wielu ludzi nie zyskasz tym chwytem, gdyż większość czuje w sercu, że Bóg istnieje i tego czucia nie uda ci się szybko wykorzenić.
Drugi młodzieniec diabelski melduje:
- Ja będę przekonywał ludzi, że nie ma piekła. Stary szatan odparł:
- Z tą metodą nie masz prawie żadnych szans, nikt się na to nie da złapać, ponieważ mądrzy ludzie już dawno wiedzą, że musi istnieć kara i nagroda, piekło i niebo.
Trzeci w końcu mówi:
- Ja będę ludziom wmawiał, że nie trzeba się do niczego przykładać, że to wszystko jedno, czy się czuwa, czy się śpi.
Tylko temu ostatniemu wróżył doświadczony pedagog pewny sukces:
- Idź i rób, jak mówisz, a zobaczysz, jak ludzie dadzą się oszukać, ilu wpadnie ci w ramiona!

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: czw mar 29, 2012 9:51 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Było to na krótko przed świętami Bożego Narodzenia, a więc wtedy, kiedy czas pisać listy z prośbami i życzeniami. Mocno zajęty dyrektor wpada na krótko do biura, mruczy coś, że zaraz musi w drogę, rzuca okiem w terminarz i pyta sekretarki, czy jeszcze jest coś pilnego na dziś do załatwienia.
- Kartka z prośbami od pańskiego syna; święta się przecież zbliżają – informuje sekretarka.
- To proszę kupić wszystko, co sobie moje dziecko życzy; pieniądze nie grają roli – pada krótki rozkaz.
- Jak pan wie, chętnie wykonuję takie polecenia, ale tym razem naprawdę nie mogę – odpowiedziała z żalem dziewczyna.
- Dlaczego nie? – żachnął się dyrektor.
Sekretarka bez słów podała szefowi wydartą kartkę z zeszytu. Dziecięcymi literami było na niej napisane: „Kochany Tatusiu! Na święta życzę sobie, abyś w nowym roku miał dla mnie co najmniej pół godziny dziennie. Więcej nic. Twój syn Łukasz”.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: czw mar 29, 2012 6:21 pm 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw sty 19, 2006 10:51 am
Posty: 1457
Numer GG: 183187
Lokalizacja: Warszawa [WGM]
mojojojo13 pisze:
- Idź i rób, jak mówisz, a zobaczysz, jak ludzie dadzą się oszukać, ilu wpadnie ci w ramiona!


Dobre na prezentacje Lioness.

_________________
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." Stanisław Lem


Na górę
Post: pt kwie 13, 2012 10:53 pm 
Offline
Swoja BABA
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw cze 05, 2003 9:12 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Warszawa
Mojo--co taka długa cisza...snuj nadal bajki..są świetne.... :)
pozdrawiam
M

_________________
Małgosia
Skarbnik MB/8 Club Poland

W114 250 '71 Amelka:)
Yariska AMG:) 1.4 '10


Na górę
Post: czw kwie 19, 2012 9:20 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Pielgrzym i niewidomy

Znużony wędrowiec zapukał do drzwi napotkanej chaty. Z jej wnętrza usłyszał zaproszenie. Wszedł do środka. W panującym w izbie półmroku siedział przy piecu jakiś człowiek.
- Kim jesteś i skąd przybywasz? – zapytał wędrowca.
- Przybywam z daleka – odparł gość. – Kim jestem? Sam nie wiem. Ludzie nazywają mnie pielgrzymem – dodał po chwili.
- Spocznij więc u mnie na ławie, a jutro ruszysz w dalszą drogę. Trudno mi się krzątać po chacie, pomożesz mi przygotować wieczerzę – powiedział gospodarz i powoli, dotykając sprzętów, podszedł do stołu.
Wędrowiec dopiero teraz zauważył, że człowiek ten był niewidomy. Cała jego twarz pokryta była brzydkimi bliznami.
- Opowiedz mi, jak wygląda świat – poprosił gospodarz gościa.
Pielgrzym był samotnikiem, nie lubił dużo mówić, ale żal mu się zrobiło niewidomego i najpiękniej jak mógł opisywał przemierzone góry, lasy, wioski i miasteczka. Zapomniał o zmęczeniu. Z uwagą też słuchał, gdy niewidomy opowiadał mu historię swojego życia.
- I ja nie wiem, kim jestem. Gdy byłem dzieckiem, przywiózł mnie do wioski jakiś nieznajomy i zostawił u dobrych ludzi. Podobno znalazł mnie na pogorzelisku – mówił ze smutkiem. – W jasnym świetle widzę tylko kontury i dlatego całe życie przywiązany jestem do tej wioski. Ludzie są tutaj dobrzy i pomagają mi w potrzebie. Ty jednak obudziłeś we mnie pragnienie, aby wyruszyć w świat i szukać początku mojego istnienia.
Dobrze im się razem gawędziło. Ranek zastał ich na rozmowie. Pielgrzym nosił ze sobą maleńką flaszeczkę wody z czarodziejskiego źródełka. Wierzył, że leczyła wszystkie choroby. Słyszał, że niewidomi odzyskują wzrok, gdy przetrą tą wodą oczy siedem razy. Spontanicznie sięgnął do swego worka po buteleczkę, ale zaraz pojawiły się wątpliwości: Czy ta woda jest na tyle cudowna, że pomoże odzyskać wzrok? A jeżeli ją tylko zmarnuję i nic z tego nie będzie…? – rozważał w duchu. Po chwili sam się zawstydził. Ten człowiek bardzo cierpi, a ja mu żałuję paru kropel wody – pomyślał i sięgnął po worek.
W tym samym momencie gospodarz podszedł do okna i pielgrzym zobaczył w świetle jego oszpeconą twarz. Wędrowiec znów się zawahał… Pragnienie ślepca było jednak tak silne, że nie mógł dłużej zwlekać. Wyjął flaszeczkę z wodą i dał ją niewidomemu. Marzenie ślepca spełniło się – odzyskał wzrok. Uradowany wybiegł z chaty, aby cały świat mógł się dowiedzieć, że widzi. Biegnąc przez most na drugą stronę rzeki, zapragnął nagle przejrzeć się w lustrze wody. Zatrzymał się… Zobaczył odbicie swojej twarzy i… nie chciał jej widzieć. Nie chciał, aby inni ją widzieli. Ze spuszczoną głową zawrócił do chałupy.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że odzyskanie wzroku będzie związane z cierpieniem? – zapytał z wyrzutem pielgrzyma. – Po co tu przybyłeś? Obudziłeś zapomniane pragnienia i zniszczyłeś moje życie – dodał z goryczą.
Przeorana bliznami i skurczona bólem twarz „niewidomego” była przerażająca. Pielgrzym oniemiał. Szybko zabrał swój worek i odszedł w milczeniu.
Po wielu latach los znów zaprowadził pielgrzyma na zbocze góry, gdzie było ukryte w skałach czarodziejskie źródełko. Zgodnie ze swoim zwyczajem sięgnął po flaszeczkę, aby ją napełnić cudowną wodą. Nagle na ścieżce pojawiła się znajoma postać człowieka z bliznami na twarzy. On też zmierzał do źródełka. Poznał pielgrzyma i ucieszył się ze spotkania.
- Przebacz, bracie, że wówczas nie umiałem przyjąć wielkiego daru, jaki mi przyniosłeś, daru wolności. Długo musiałem się jeszcze ze sobą zmagać, dużo „zobaczyć sercem” – powiedział. – U stóp tej góry znalazłem początek i sens swojego istnienia. Jestem, jak ty, pielgrzymem i noszę niewidomym wodę z cudownego źródełka – zakończył swoja historię.
Pielgrzym popatrzył na jego twarz. Blizny były te same, ale twarz jakby inna – rozświetlona prawdziwą radością.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: pn kwie 23, 2012 10:20 am 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
W poszukiwaniu miłości

W starym dworze mieszkali ojciec i syn. Ojciec był już posunięty w latach, lecz cieszył się sławą mędrca. Syn był wielkim trzpiotem, ale starł się być ojcu posłusznym, aby zaskarbić sobie jego miłość. Kiedy przyszedł stosowny czas, ojciec wezwał młodzieńca i powiedział:
- Masz tu parę talarów. Weź konia i jedź na targ do miasta. Kup jedną rzecz, ale tylko taką, przy której zadrży ci serce.
Syn zdziwił się trochę tym poleceniem, ale lubił jeździć do miasta, więc schował talary i pojechał.
Na targu było rzeczy bez liku. Młodzieńcowi spodobały się trzewiczki i łuk, ale nie zadrżało mu przy nich serce. Przystanął nie wiedząc, co uczynić, gdy nagle tuż za plecami usłyszał dziwny pomruk. Obejrzał się. Zobaczył na wozie dużą klatkę.
- Niedźwiadek – powiedział z podziwem i w tym momencie zadrżało mu serce.
Handlarz zażądał więcej talarów niż posiadał młodzieniec.
- Panie, muszę kupić tego niedźwiedzia. To polecenie ojca – przekonywał chłopiec.
- Dobrze, sprzedam ci go, ale dodasz mi jeszcze twój skórzany pas – odarł tamten.
Chłopiec popadł w rozterkę. Takiego pasa nie miał nikt w całej okolicy; był z niego bardzo dumny. Żal mu go było, ale chciał mimo wszystko wypełnić polecenie ojca.
- Zgoda – powiedział i oddał to, co było jego chlubą.
Zabrał klatkę z niedźwiedziem i wrócił do domu. Ojciec nie był zaskoczony jego nabytkiem.
- Jest bardzo młody, ale dziki. Musisz się, synu, potrudzić, aby go ujarzmić – powiedział.
Praca z niedźwiedziem sprawiła, że młodzieniec bardzo zmężniał i wyćwiczył się w cierpliwości. Z czasem jednak aż bardzo przywiązał się do niedźwiedzia, a ten wyrastał na potężne zwierzę i mimo oswojenia stawał się niebezpieczny. Pewnego dnia ojciec znów wezwał syna.
- Słyszałem, synu, że do miasta przybywa kuglarska trupa. Czas, abyś sprzedał swojego niedźwiedzia – polecił.
Syn nic nie odrzekł. Spuścił głowę i wyszedł. Zmagał się ze sobą. Odkrył, jak bardzo przywiązał się do swego niedźwiedzia. Nie chciał się go pozbywać, lecz jak tu nie wypełnić polecenia ojca…? W końcu pojechał do miasta i wrócił bez niedźwiedzia. Przez wiele dni plątał się z kąta w kąt nie wiedząc, co ze sobą począć. Ojciec znów wezwał syna.
- Synu, czas, abyś założył ogród. Mamy wiele ziemi, ale chcę, abyś wykarczował tamten kawałek – powiedział pokazując leżący pod lasem kawał nieużytecznej, zarośniętej ziemi.
Młodzieniec zabrał się do pracy, choć jego entuzjazm nie było już tak wielki jak poprzednio.
Dlaczego ojciec jest względem mnie tak surowy? Wokół tyle urodzajnej ziemi, a ja mam tak ciężko pracować? – zastanawiał się.
Nie starczyło mu jednak odwagi, aby zapytać o to ojca. Mimo wszystko był mu posłuszny i ciężko pracował. Mijały jednak miesiące i lata i coraz częściej szemrał w duchu przeciwko ojcu.
Ojciec całkiem się zestarzał. Zakładanie ogrodu na nieużytku to tylko jego dziwactwo – myślał.
Już chciał to wszystko rzucić, gdy jedno z drzew urodziło piękne owoce. Młodzieniec, który stał się już silnym mężczyzną, przeżył wielką radość. Nazbierał cały kosz dorodnych owoców i pobiegł do ojca.
- To moje dzieło – wołał już od progu.
Ojciec cieszył się razem z synem, ale zasmucił się, gdy zauważył, że syn okopuje tylko to jedno drzewo, zaniedbując inne.
- Synu, ziemia wokół tego drzewa jest za bardzo spulchniona. Przestań stale ją okopywać, zajmij się innymi drzewami – radził.
Syn jednak nie słuchał. Gdy ojciec spostrzegł, że drzewo może się przechylić, znów wezwał syna.
- Czas, abyś przestał uprawiać ogród, a zaczął budować dom – polecił.
Tym razem jednak syn się zbuntował.
- Zawsze, gdy pokonam siebie i wreszcie do czegoś się przywiążę, ty mi to każesz zostawić i czynić coś nowego. Byłem ci posłuszny, bo chciałem, abyś mnie kochał, ale ty chciałeś mnie tylko wypróbować i udręczyć – krzyczał do ojca. Zabrał mały tobołek i odszedł w świat.
Stary człowiek cierpiał, bo bardzo kochał swego syna. A ten plątał się po świecie to tu, to tam, wszędzie szukając rozrywek, aby zagłuszyć żal, który nosił w sercu. Pewnego dnia trafił na kuglarskie widowisko. Był tam też tresowany niedźwiedź. Młody człowiek wyczuł, że zwierzę jest niespokojne. Wiedział , co to oznacza i bez namysłu pobiegł po siatkę. W porę zapobiegł nieszczęściu.
Złowrogi ryk zwierzęcia, które chciało się rzucić na swego opiekuna, sprawił że zadrżało mu serce. Wspomniał swego ojca i siebie jako młodzieńca. I przemknęła mu przez głowę myśl: Gdyby ojciec nie kazał mi go sprzedać, kto wie, czy któregoś dnia nie rozszarpałby mnie na strzępy.
Jeszcze nie ochłonął po walce z niedźwiedziem, gdy zobaczył, że potężne drzewo przechyla się niebezpiecznie na bawiące się dzieci. Ziemia rozmiękła po ulewach i potok podmył jego korzenie… Mężczyzna był bardzo silny, bo karczując ziemię wyrobił sobie potężne ramiona. Skoczył, podparł drzewo i uratował dzieci. Ludzie pomogli mu się uwolnić. Kiedy zobaczył padające drzewo, znów zadrżało mu serce. Oczami wyobraźni zobaczył siebie jako młodzieńca i swoje ulubione drzewo. Wspomniał surowe polecenie ojca, które uratowało mu życie…
Zapragnął wrócić i znów jak dawniej być ojcu posłusznym. Nie potrzebował już pytać w swym serce dlaczego. Choć wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał, czuł się szczęśliwy. Żal ustąpił miejsca wdzięczności.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: wt kwie 24, 2012 1:08 pm 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Królewski Syn

Kraj obiegła wieść: król opuści zamek, aby objechać wszerz i wzdłuż swoje królestwo.
Król zapragnął sam zobaczyć, jak zarządcy gospodarują jego posiadłościami. Był już stary, a podróż wymagała sporego wysiłku.
- Wybacz, królu, to pytanie, ale po co ten trud? W królestwie wszystko jest w porządku. Zawsze otrzymujesz należną ci część plonów… - dziwili się doradcy.
- Tak, zarządcy zawsze pięknie opowiadają o swojej pracy. Chciałbym ją zobaczyć, bo sam od dłuższego czasu czuję się niepotrzebny w królestwie. Błąkam się od komnaty do komnaty bez zajęcia, a mój płaszcz królewski i siwa broda tylko odstraszają ludzi – odparł król.
Zarządcy królewskich dóbr oniemieli. Jak królestwo królestwem jeszcze się nie zdarzyło, aby król sam do nich przybywał. Zawsze to oni byli wzywani na zamek, aby zdać sprawę ze swojej pracy i przywieźć należne daniny. Na długo przed tym układali sobie gładkie przemówienia, jaki to idealny porządek panuje w posiadłościach i jak oni pilnie pracują… Tymczasem często posiadłości królewskie były zaniedbane. Zarządcy pośpiesznie zaczęli więc malować ściany domostw, naprawiać dachy, płoty, drogi. Chłopom rozdali płótno i kazali, aby uszyli sobie nowe koszule, aby każdy na przyjazd króla porządnie wyglądał.
Jeden z zarządców zaplanował:
- W pierwszym szeregu będą stać młodzi i ładni. Starcy i chorzy na końcu albo najlepiej niech zostaną w domach…
- Racja. Król powinien zobaczyć, że jego królestwo jest wszędzie ładne i zdrowe. Będzie wówczas z nas zadowolony – przytakiwał drugi.
- Nasza mowa musi być piękna i gładka, gdy będziemy go witać i oprowadzać po posiadłościach – mówił trzeci.
Każdy z nich udał się do sławnego pisarza, który często przebywał na zamku, aby napisał mu mowę powitalną, zgodną z gustem króla. Uczyli się jej dzień i noc, a nauczyciel poprawiał ich wymowę.
W końcu nastał dzień, gdy król przybył do pierwszej posiadłości. Zaraz zauważył, że ludzie są wystraszeni, a dzieci chowają się za starszych. Zarządca wygłosił piękną mowę powitalną i chciał oprowadzić króla po ogrodzie. Wszędzie były tylko najlepsze, najpiękniejsze gatunki krzewów, drzew i kwiatów, bo mizerne lub chore wycięto przed przyjazdem króla.
- Owoce twojej pracy są na pewno dorodne, ale najpierw chcę poznać mieszkańców tych stron – powiedział król i zwrócił się do zarządcy:
- Przywołaj mi tego chłopca.
Król wskazał na koniec szeregu. Zarządca zbladł, bo wiedział że wskazany człowiek był zupełnie nieudany, w dodatku jąkała. Zupełnie nas ośmieszy – pomyślał, ale nie mógł sprzeciwić się nakazowi króla.
- Idź, król cię woła, pięknie go powitaj – szturchnął w bok chłopca.
Chłopiec podszedł wystraszony. Słyszał, że król jest bardzo wymagający i surowy. A król z długą siwą brodą wyglądał naprawdę groźnie.
- Jak ci na imię? – spytał król i uśmiechnął się do chłopca, który z wrażenia zapomniał swego imienia i podał to, którym nazywali go wszyscy.
- Jąąąkała – wypowiedział z trudem i rozpłakał się z bezradności i wstydu.
Niektórzy z pierwszego szeregu, młodzi i piękni, zaczęli się śmiać, ale ich śmiech zamarł, gdy król surowym spojrzeniem powiódł po ich twarzach. Potem z miłością spojrzał na chłopca, wzruszony jego ludzką biedą i samotnością.
- Nie bój się. Król kocha cię, mój synu… takim jakim jesteś – powiedział, po czym przygarnął go mocno do swej piersi i ucałował. – Od tej pory będziesz się nazywał Królewski Syn, bo król złożył na tobie swój pocałunek – dodał.
I stał się cud. Chłopiec zaczął dziękować królowi za jego dobroć, a mówił bez zająknienia, pięknymi słowami, płynącymi z głębi serca.
Wieść o tym obiegła cały kraj. Podróż króla przeciągała się. Wszędzie, gdzie się pojawiał, oblegała go wielka ciżba ludzi. Zwłaszcza ci, którzy byli dotknięci jakimś kalectwem, przemierzali gościńce, aby spotkać króla. Pragnęli, aby chociaż z daleka spoczął na nich jego wzrok, bo czuli, że jest to spojrzenie pełne uzdrawiającej miłości.
Król wrócił na zamek bardzo radosny i zaraz kazał sobie zgolić brodę.
- Królu, to nie wypada, aby w dzisiejszych czasach poważny król nie miał brody – zakrzyknęli doradcy.
- Dzieci się mnie boją, a ja chcę, aby do mnie przychodziły – odparł król i co zamyślił, to wykonał.
Często teraz opuszczał zamek, a gdy w nim przebywał, ogrody królewskie pełne były dzieci. Król coraz mniej czasu poświęcał swoim zarządcom i nakazał im skracać kwieciste mowy.
- Nasz król zupełnie zdziwaczał. Nie dość, że zgolił brodę, która dodawała mu powagi, to jeszcze bawi się z chłopskimi dziećmi – mówił jeden z zarządców do drugiego.
- Takie piękne miałem przemówienie, pisarz zachwycił się moją wymową, a król złożył swój pocałunek na czole jąkały – żalił się drugi zarządca.
Trzeci nic nie powiedział. Odszedł zadumany, bo dzień i noc dręczyło go pytanie: Co takiego było w tym jąkale, że król właśnie jego wybrał i nazwał Królewskim Synem?

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Post: wt kwie 24, 2012 1:17 pm 
Offline
weteran
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob cze 12, 2004 3:35 pm
Posty: 2505
Lokalizacja: Lublin
Cud

- Wierzysz w cuda?
- Tak.
- Naprawdę! A czy widziałeś jakiś cud?
- Cud? Oczywiście.
- Jaki?
- Ciebie.
- Mnie? Czyżbym był cudem?
- Tak.
- Nie rozumiem?
- Oddychasz. Masz delikatną i ciepłą skórę. Twoje serce bije. Widzisz. Słyszysz, Biegasz. Jesz. Skaczesz. Śpiewasz. Myślisz. Śmiejesz się. Kochasz. Płaczesz…
- Czy tak?… I to jest właśnie cud?

I to jest właśnie cud.

_________________
"Jestem Książę i pewnych tematów nie drążę..."

Miałem k...tyle aut co niektórzy w podpisie, na drugie popularność, na trzecie szacunek - teraz mam rower


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Strefa czasowa UTC+02:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl